Wyszukiwanie

wyszukiwanie zaawansowane >

Anegdoty

  • Zygmunt Noskowski

    Do profesora Zygmunta Noskowskiego przyszedł kiedyś pewien pianista, który uwielbiał się przesadnie chwalić swoim powodzeniem. 
    - Czy pan wie, ile mi przyniósł ostatni koncert? - zapytał pianista.
    - Wiem. Połowę! - odpowiedział dowcipnie Noskowski.


  • Jan Dzierżoń

    W 1927 roku Instytut Pszczelarstwa w Berlinie złożył władzom miejskim wniosek, by prowadzącą do niego uliczkę nazwać imieniem proboszcza parafii Karłowice na Śląsku, Jana Dzierżonia, ojca wielu odkryć dla rozwoju pszczelarstwa. Władze jednak odrzuciły wniosek, motywując, że nazwisko tego znakomitego pszczelarza brzmi zbyt słowiańsko i niepopularnie.

  • Wojciech Dzieduszycki

    Profesor Leon Pliniński odwiedził kiedyś Wojciecha Dzieduszyckiego. Zastał go przy małym stoliku, pochylonego nad ćwiartką papieru.
    - Co piszesz? - zapytał.
    - Historię filozofii greckiej.
    - A gdzie materiały, notatki?
    Dzieduszycki dyskretnie się uśmiechnął i wskazał na głowę:
    - Tutaj.

  • Wojciech Dzieduszycki

    Wojciech Dzieduszycki był prezesem Koła Polskiego w Wiedniu i rzecznikiem autonomii w ramach monarchii austriackiej. Pewnego razu przewodniczył obradom parlamentu austriackiego i w czasie swej przemowy, ktoś rzucił w niego główką kapusty. Mężczyzna spokojnie uchylił się i zawołał:
    - Ktoś z panów posłów zgubił głowę, może ją odebrać w czasie przerwy.


  • Kazimierz Brandys

    Kazimierz Brandys należał do Podstawowej Organizacji Partyjnej przy redakcji tygodnika „Nowa Kultura”, jego starszy brat Marian Brandys do POP przy Związku Literatów Polskich w Warszawie. Oboje byli pisarzami. Pewnego dnia Kazimierz znalazł się na zebraniu POP przy Związku, na którym jej ówczesny sekretarz przeprowadzał ankietę na temat pochodzenia klasowego.
    Na pytanie o pochodzenie robotnicze i chłopskie podniosło się kilkanaście rąk. Na pytanie o pochodzenie inteligenckie podniosła ręce większość obecnych. Następnie padło pytanie o pochodzenie burżuazyjne. Wtedy podniósł rękę jedynie Marian, ponieważ jego ojciec był bankierem.
    Złośliwy Stanisław Dygat zapytał głośno:
    - A cóż to, Kazik nie przyznaje się do swego ojca?
    Na co Kazimierz odpowiedział:
    - Kiedy Marian się urodził, ojciec był bankierem. Ale potem zbankrutował i kiedy ja się urodziłem, był już urzędnikiem bankowym. Dlatego ja pochodzę z inteligencji pracującej.

  • Bolesław Bierut

    Po śmierci Bolesława Bieruta w Moskwie, po Warszawie rozsławiono aforyzm: „Pojechał w futerku, wrócił w kuferku”.

  • Jerzy Samuel Bandtkie

    Jerzy Samuel Bandtkie, znany historyk, bibliograf i bibliotekarz był żonaty z niewiastą miłą i wesołą, ale bardzo szpetną. Oboje mieli bardzo słaby wzrok, więc Bandtkie, gdy opuszczał dom znajomych, zawsze mawiał do żony:
    - Chodź, moja ślepa, ślepy Cię poprowadzi! Oto teraz znają państwo sekret, dlaczego ja się z moją żoną ożeniłem. Oboje niezdarzeni, oboje ślepi, to nie może być lepiej dobrane małżeństwo.

  • Marcin Badent

    Za czasów Księstwa Warszawskiego, gdy pewnemu dygnitarzowi francuskiemu żalił się działacz polityczny, poseł na Sejm Czteroletni Marcin Badent na wygórowane finansowe wymagania Francji, tak odparł:
    - Jesteście niezadowoleni, a przecież zdjęliśmy z Was kajdany pruskie.
    Badeni, dotknięty wymówką, odpowiedział wówczas:
    - Tego nie przeczę, ale na nieszczęście zdjęliście je wraz z naszymi butami.

  • Władysław Ludwik Anczyc

    Dawniej ulice Krakowa nie miały szczęścia do ludzi, którzy powinni się nimi opiekować. W połowie XIX wieku niedbalstwo zarządu doszło do tego stopnia, że nawet po ulicach śródmieścia trudno było się poruszać z powodu okropnego błota. W tej sytuacji zainteresowanie i wesołość wywołało ogłoszenie z 20 lutego 1851 roku, na łamach dziennika "Czas". Brzmiało ono tak: „Na ulicy Franciszkańskiej zaginęło w błocie dziecię lat trzy. Stroskany ojciec uprasza szanownego znalazcę o powrócenie dziecięcia za sowitą nagrodą.”, jego autorem był początkujący literat, Władysław Ludwik Anczyc. Nagłego zainteresowania błotem możemy się tylko domyślać.

  • Adam Asnyk

    Poeta Adam Asnyk miał pewien nerwowy tik - przymrużał lewe oko i ruszał jednocześnie brwiami. Pewnego razu wracał wraz ze swym przyjacielem Ignacym Maciejewskim - Sewerą, powieściopisarzem do Krakowa zatłoczonym pociągiem. Aby mieć możliwość podróży w dogodnych warunkach, Maciejewski poszedł do konduktora i poinformował go, że wiezie wariata, który w tłumie dostaje ataku furii, w związku z czym prosi o uprzedzenie podróżnych. Asnyk, nieświadom interwencji przyjaciela, stał na korytarzu i ze zdenerwowania tiki nasiliły się. Wtem jeden przedział, po wizycie konduktora opustoszał i mężczyźni mogli spokojnie podróżować dalej.

Dolacz do nas

Mój panel

Dodaj nowy moduł
Treco | logo

Zaloguj się lub zarejestruj

Masz już konto? Zaloguj się do portalu za pomocą formularza.
Jesteś nowym użytkownikiem? Zarejestruj się w jednym prostym kroku.

Innowacyjna gospodarka

Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą Przyszłość.

Projekt współfinansowany z funduszy Unii Europejskiej
Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka Działanie 8.1:
Wspieranie działalności gospodarczej w dziedzinie gospodarki elektronicznej

realizacja: Netizens Peppermint