Wyszukiwanie

wyszukiwanie zaawansowane >

Porady praktyków

Prowadzenie warsztatów rozwojowych w duchu psychologii procesu - część II

15 kwietnia 2013
Prowadzenie warsztatów rozwojowych w duchu psychologii procesu - część II

Nie ważne skąd, ważne dokąd

Krótki quiz - zamiast wstępu:

Dzisiejszy artykuł będzie dotyczył kontaktu właściwego dla psychologii procesu między prowadzącym warsztaty a uczestnikami. W ramach wstępu chciałbym zaproponować krótki quiz, pozwalający przybliżyć Ci odpowiedź na pytanie, czy utożsamiasz się z takim typem kontaktu na warsztatach (i nie tylko, również w nieformalnych, codziennych kontaktach międzyludzkich oraz samemu będąc uczestnikiem), czy też ten rodzaj kontaktu nie jest Ci bliski i czułbyś się w nim raczej niekomfortowo?

  • czy jako prowadzący wolisz prowadzić warsztaty według ustalonego toru, wiedząc, co należy powiedzieć, co chcesz osiągnąć i jak to osiągnąć, czy też wolisz nadmiernie nie ustalać kierunku procesu warsztatowego, lubisz podążać za tym, czego potrzebuje Twoja grupa i co się w niej obecnie przejawia?
  • czy jako uczestnik wolisz otrzymać konkretne wskazówki od prowadzącego warsztaty i innych uczestników, na temat tego jak powinieneś się zachować / co powinieneś zrobić w danej sytuacji, czy też wolisz posłuchać o  doświadczeniach innych osób lub popracować samemu nad tym i samemu dojść do rozwiązania?
  • czy cenisz u siebie i u innych kontrolę jako sposób na życie, dochodzenie do zakładanych celów, czy też uznajesz, że nadmiar kontroli nie jest wskazany - jeżeli coś mam osiągnąć, to prędzej czy później i tak to osiągnę?

W pytaniach można było zaobserwować pewien wzorzec - drugie części pytań wskazują na kontakt ze sobą oraz z innymi osobami zgodny z myślą psychologii zorientowanej na proces. Taki kontakt wiąże się więc zarówno z zaufaniem do siebie, jak i daniem uczestnikom przestrzeni na zawierzenie sobie, dotarcie do swoich rozwiązań (a więc też wiąże się z nieuznawaniem istnienia jednej odpowiedzi na dane pytanie, jednego rozwiązania danego problemu).

W nawiązaniu do... filozofii tao

W poprzednim artykule wspomniałem, że typ kontaktu charakterystyczny dla pracy z procesem zakłada dużą otwartość, wrażliwość i akceptację prowadzącego. Ma to swoje źródło w filozofii taoistycznej zakładającej, że w przemianach (procesie) mających miejsce w naturze istnieje pewien wewnętrzny porządek i głęboka mądrość. Obserwacja natury uczy nas szukania głębi, chociaż zarazem mądrość z niej płynąca może być czasem dla nas nie do ogarnięcia (może się przejawiać na głębszym poziomie niż ten, który jesteśmy w stanie dostrzec). Dlatego też należy obserwować, a nie ingerować (co najwyżej ukierunkowywać), i taki też powinien być prowadzący - dobry w obserwacji, empatyczny w kontakcie.

Nie ważne skąd, ważne dokąd

Przede wszystkim podstawą prowadzenia warsztatów jest obserwacja procesu, który się dzieje. Warsztatowcy związani z psychologią zorientowaną na proces mniej skupiają się na tym, skąd się coś bierze, raczej zwracają uwagę, w jakim kierunku to dąży.

Jakie ma to przełożenie na prowadzenie warsztatów w nurcie psychologii procesu? Przede wszystkim zaufanie w mądrość świata i ludzi implikuje specyficzny typ kontaktu z uczestnikami - wspierający, nieoceniający. Uczestnicy mają w sobie rozwiązania na swoje problemy, zazwyczaj te rozwiązania w jakiś sposób się również manifestują. Taką manifestacją procesu jest chociażby wybór roli, czy też postaci, o której pisałem w pierwszej części cyklu.

Kluczowa jakość: uważność

Podstawową cechą prowadzącego powinna być więc uważność na uczestników, wynikająca przede wszystkim z uważności na siebie (inaczej mówiąc: nie jest możliwe być uważnym na innych, nie będąc wpierw uważnym na siebie). Uważność polega na przyjmowaniu i nieocenianiu doświadczeń, możesz ją rozwijać np. poprzez nieukierunkowane lub ukierunkowane medytacje. Nieukierunkowana medytacja pozwala na zwiększenie świadomości, w którą stronę idą nasze myśli i emocje, kiedy ich nie kontrolujemy (czyli co się obecnie manifestuje w naszym życiu; podobnemu celowi służy obserwacja marzeń sennych), natomiast ukierunkowana - na skupieniu się, na przykład na oddechu, jego zmianach w różnych sytuacjach (inaczej oddychamy, będąc rozluźnieni, inaczej w stresie, inaczej przy podnieceniu itd.), co pozwala nam być zarazem aktorami jak i obserwatorami wewnętrznych przeżyć. Chcąc spróbować doświadczyć tego, czego doświadcza uczestnik w danym momencie, możesz zsynchronizować swój oddech z jego oddechem; jest to pewna odmiana wchodzenia w procesy fizyczne, które przejawiają się u uczestnika, np. w chodzie, sposobie mówienia, gestykulacji postaci, nad którą właśnie pracujecie. W tej synchronizacji oddechowej chodzi właśnie o to, byś poczuł to, co czuje druga osoba, w pewnym sensie zjednoczył się z nią w tym doświadczeniu, bez oceniania jej, a na pewno bez odnoszenia jej do swojego światopoglądu i sposobu na życie (ja to bym jednak taki nie chciał być / tak się zachowywać).

Jak być zarazem aktorem i obserwatorem doświadczenia?

Uważność obejmuje otwartość na doświadczenie uczestnika - jednak jak to osiągnąć, żeby Twoje przekonania i emocje nie rzutowały na postrzeganie doświadczenia drugiej osoby. Chodzi mi o prawdopodobną sytuację, gdy jako prowadzący masz głęboko wpojone przekonania, których nawet nie jesteś świadomy (to znaczy nie jesteś świadomy, że masz je tak głęboko wpojone), dajmy na to przekonanie o wyższości myślenia analitycznego nad "umysłem emocjonalnym". Nawet jeżeli w Twoim świecie myślenie analityczne rzeczywiście daje Ci korzyści, jest zgodne z Twoją wewnętrzną drogą, to w świecie uczestnika może być czymś obcym, czymś, z czym on się nie utożsamia i przede wszystkim: ma prawo się z nim nie utożsamiać. Takie bardzo silne przekonanie (przekonanie kluczowe, jak by powiedzieli specjaliści z nurtu poznawczo - behawioralnego) będzie rzutowało na postrzeganie doświadczeń uczestników warsztatu i w tym sensie Twoje działanie może być bardziej ingerencją w proces niż ukierunkowywaniem procesu. Próbując zjednoczyć się z doświadczeniem drugiej strony, chociażby wchodząc w postać, którą wybrała, powinieneś zarówno być aktorem, jak i obserwatorem procesu. Aktorem, ponieważ wchodzisz w proces drugiej osoby, a obserwatorem, ponieważ może to w Tobie rezonować, mając wpływ na Twój proces, w formie różnych przekonań czy silnych emocji (takich jak: lęk, podniecenie, złość itp.) - i pytanie brzmi, jak oddzielić się od swojej reakcji na czyjś proces i wejść weń jako tabula rasa, jako lustro odzwierciedlające proces uczestnika.

Najłatwiej pracować na przykładzie - przykłady "trudnych ról"

To, co poruszyłem w poprzednim akapicie, może stanowić dość poważne ograniczenie w kontakcie z uczestnikami. Załóżmy, że prowadzisz ćwiczenie wchodzenia w role - spróbuj wyobrazić sobie siebie w takich sytuacjach, może któraś z nich wyda Ci się bliska:

  • postać wybrana przez uczestnika jest postacią słabą, potrzebującą wsparcia, nieradzącą sobie w życiu (określenie jej jako roli ofiary jest już pewnym nadużyciem, ponieważ zawiera komponent negatywnej oceny), a Ciebie denerwuje słabość u innych, nie uważasz, by mogłoby być w niej coś dobrego, rozwijającego,
  • postać, którą wybrał uczestnik, to postać związana z religią, na przykład postać Jezusa, a Ty masz ambiwalentny stosunek do wiary, szczególnie katolicyzmu (czujesz, że ambiwalencja w przypadku wiary katolickiej dotyczy Ciebie osobiście), albo też uważasz religię za przejaw braku racjonalności, myślenia magicznego i nie wierzysz w to, że może ona nieść pewną mądrość (raczej jesteś zdania, że ogłupia ona ludzi),
  • postać, którą wybrał uczestnik, utożsamia przeciwieństwo Twojej filozofii życiowej, a nawet więcej, jest sprzeczna z Twoją wiedzą i doświadczeniem. Przybliżę ten przykład poprzez swoją sytuację, wypowiadając się z perspektywy psychologa - psychologia zakłada, a badania psychologiczne potwierdzają, że zmuszanie się do pewnych działań, robienie ich ewidentnie wbrew sobie, połączone nawet z niszczeniem się przy tym, (poprzez nadmiar negatywnych emocji, stresu, wyczerpanie fizyczne i psychiczne) jest niezdrowe dla człowieka, natomiast podczas pracy z postacią uczestnik wybrał sobie postać utożsamiającą powyższe role (rolę oprawcy w stosunku do samego siebie - tak, nie ukrywam, jest to oceniające), to czy prowadzący powinienem otworzyć się na jego proces i wesprzeć go? Czy w przejawiającej się potrzebie niszczenia siebie może być coś pozytywnego? To, tak jakby lekarz zachęcał swojego pacjenta, by palił, albo nauczyciel namawiał ucznia, by źle wypełniał testy...

Granice zaufania

Chciałbym zakończyć artykuł pytaniem będącym sednem powyższego przykładu - czy jesteś w stanie, tak głęboko zawierzyć mądrości świata, że zaufasz, że w ostatecznym rozrachunku, wsparcie ciemnej, niszczącej strony uczestnika wyjdzie mu na dobre? Czy nie bałbyś się, że na przykład uczestnik znajdzie w tym pewną sadystyczną satysfakcję i rozsmakuje się w tym (taki trochę typ mrocznego, autodestrukcyjnego artysty)? Albo też - że on albo Ty zwątpicie w trakcie procesu, porzucicie go w stanie niedomkniętym i jedyne, co pozostanie z tego doświadczenia, to doświadczenie procesu niszczącego? Momentem krytycznym zaufania w taki empatyczny, nieingerujący kontakt, charakterystyczny dla psychologii procesu, jest według mnie właśnie praca z ciemną stroną człowieka - jego archetypicznym cieniem. Przyznam szczerze, nie noszę w sobie odpowiedzi na powyższe pytania, jest to też kwestia dość głębokiej natury, dlatego też chyba każdy powinien się sam nad tym zastanowić...

Paweł Tempczyk

Ocena:
Ocena: 0/6
Dolacz do nas

Mój panel

Dodaj nowy moduł
Treco | logo

Zaloguj się lub zarejestruj

Masz już konto? Zaloguj się do portalu za pomocą formularza.
Jesteś nowym użytkownikiem? Zarejestruj się w jednym prostym kroku.

Innowacyjna gospodarka

Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą Przyszłość.

Projekt współfinansowany z funduszy Unii Europejskiej
Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka Działanie 8.1:
Wspieranie działalności gospodarczej w dziedzinie gospodarki elektronicznej

realizacja: Netizens Peppermint