Wyszukiwanie

wyszukiwanie zaawansowane >

Porady praktyków

Prowadzenie warsztatów rozwojowych w duchu psychologii procesu - część IV

21 czerwca 2013
Prowadzenie warsztatów rozwojowych w duchu psychologii procesu - część IV

Najlepiej uczyć się na przykładach

W dzisiejszym artykule tylko wspomnę, czym jest proces amplifikacji, ponieważ chciałbym jeszcze wrócić do ćwiczenia wejścia w rolę oraz obszaru „ja” i „nie-ja”, by móc przybliżyć je poprzez konkretne sytuacje z mojej praktyki warsztatowej. A dokładniej chciałbym przedstawić dwa przykłady postaci, jakie ja oraz uczestnicy wybieraliśmy podczas warsztatów oraz jaką mądrość życiową te postaci miały do przekazania swoim „twórcom”. Przykłady te są bardzo różne od siebie, praktycznie z dwu różnych światów, dzięki czemu przedstawiają różnorodność możliwości zastosowania opisywanej techniki.

Barack Obama, czyli jak zostać liderem

Jedną z postaci, która zapadła mi w pamięć na dłuższy czas, był Barack Obama. Podczas warsztatu dla członków jednej z organizacji zrzeszających studentów psychologii uczestniczka, dajmy na to - Zosia, chciała popracować nad swoją rolą w organizacji i postrzeganiem tej roli przez siebie, ponieważ była przewodniczącą oddziału tej organizacji. Nie była przekonana odnośnie swoich kompetencji jako liderki, miała też pewne wątpliwości, czy się sprawdza w tej funkcji. Po opisaniu swojej sytuacji została przeze mnie poproszona o zastanowienie się nad postacią, która w pewien sposób ją fascynuje, przyciąga, magnetyzuje. Wybrała postać Baracka Obamy, a następnie wcieliła się w nią. Zmienił się jej sposób chodzenia; w roli był pewniejszy, bardziej zdecydowany. Gestykulacja też uległa zmianie - uczestniczka stała się bardziej wyrazista w swoich gestach. Następnym etapem ćwiczenia była rozmowa między mną, wcielającym się w Zosię, a Barackiem Obamą, reprezentowanym przez Zosię. W trakcie rozmowy podzieliłem się z Barackiem swoimi obawami - że czuję się trochę niepewna (ja, czyli Zosia) w funkcji przewodniczącej, że nie mam wewnętrznej pewności, czy na pewno się nadaję do tej roli. Gdy doszliśmy do sedna moich (Zosinych) obaw, okazało się, że boję się przede wszystkim tego, czy jestem predestynowana do roli lidera. To znaczy, czy „urodziłam się” na liderkę. Wtedy też uczestniczka odpowiedziała mi z perspektywy Baracka Obamy: „Ale przecież to nie jest tak, że ktoś rodzi się lub nie rodzi liderem! Jak to miałoby być możliwe? Wyobraź sobie, że jesteś na sali porodowej - i co, jesteś w stanie powiedzieć: ten zostanie liderem, a ta nie będzie liderką?”. W sposobie, w jaki mówiła te słowa, wyczułem dużą siłę i przekonanie, że jest właśnie tak, jak mówi - że człowiek nie rodzi się przywódcą, tylko się nim staje, rozwija się w kierunku bycia liderem. Na mnie jako prowadzącego, ale też na mnie jako odgrywaną Zosię, te słowa bardzo podziałały; zauważyłem również, że Zosia wybiła się z postaci po wypowiedzeniu tych słów, zamyśliła się i po chwili zastanowienia powiedziała, że tak, rzeczywiście ona głęboko tak to w sobie czuje.

Analiza przypadku Baracka Obamy z perspektywy procesu pierwotnego i wtórnego

Warto teraz chwilę przystanąć, by poddać refleksji opisaną powyżej sytuację w kontekście obszaru „ja” i „nie-ja”. Co istotne, przed wzięciem udziału w ćwiczeniu Zosia nie utożsamiała się z przekonaniem, że do przywództwa można dojść poprzez pracę nad sobą - był to więc jej obszar „nie-ja”. Bardziej natomiast utożsamiała się z przekonaniem, że człowiek rodzi się lub nie liderem, liderstwo jest więc czymś danym z urodzenia, a nie wypracowanym (dotyka to odwiecznego problemu psychologicznego - czy nasze zachowanie wynika bardziej z działania genów czy też środowiska). Dla psychologa procesu bardziej istotne jest, w jakim kierunku dany proces podąża, a nie gdzie ma swoje źródło, należało więc iść za tym, co ma do przekazania postać Obamy. Jako prowadzący miałem swoją wizję tej postaci i jej właściwości - mogłem jej przypisać na przykład siłę, zdecydowanie, charyzmę, natomiast wiedziałem, że jest to moje wyobrażenie, które może też coś mówić o tej postaci, natomiast wcale nie musi być trafne. Trafniej było podążyć za tym, jak uczestniczka postrzega tę postać i poprzez jej wejście w rolę dotrzeć do głębszej mądrości. Przemyślenie, które pojawiło się pod koniec, choć zostało wypowiedziane z obszaru „nie-ja” (gdyby było z obszaru „ja”, niepotrzebne by było to ćwiczenie), zostało ostatecznie zasymilowane w obszarze „ja”; widać to było nie tylko w słowach Zosi, ale też w jej ciele - napięcie mięśniowe widoczne w jej postawie ciała uległo osłabieniu, jej ciało doświadczyło pewnej ulgi. Przyznam szczerze, że nawet ja doświadczyłem podobnej ulgi w swoim ciele, gdy usłyszałem kończące zdanie i zaobserwowałem reakcję Zosi.

Lady Gaga, czyli jak czuć się dobrze w swojej skórze

Druga sytuacja, którą chciałbym przytoczyć, dotyczy postaci przyjętej przeze mnie podczas warsztatów związanych z postrzeganiem przez nas swojego ciała. Z racji mojego doświadczenia aktorskiego, ale również w związku z moją percepcją trenerstwa (według mnie trener nie różni się pod tym względem zbytnio od aktora - jest również w centrum uwagi, także fizycznie, i jest oceniany przez pryzmat swojego wyglądu, postawy ciała, gestykulacji itd.). W pewnym momencie zauważyłem, że jednak sprawia mi trudność bycie w centrum uwagi przez cały czas trwania warsztatu. O ile na początku warsztatu zazwyczaj czuję się komfortowo, to w miarę upływu czasu i wzrostu zmęczenia wzrasta również mój niepokój: czy dobrze wyglądam? czy dobrze się prezentuję? Te wątpliwości były szczególnie istotne w przypadku prowadzonych przeze mnie warsztatów z autoprezentacji czy savoir-vivre'u - bo jak osoba zajmująca się autoprezentacją może sama źle się prezentować?

Gdy pracowałem nad tym podczas wspomnianego warsztatu, przyszła mi do głowy postać Lady Gagi. Było to dwa i pół roku temu, wtedy wydawała mi się ona „kosmiczna”, trochę nie z tego świata, i jakąś cząstkę mnie to bardzo przyciągało (w późniejszym czasie straciła pod tym względem w moich oczach, bo stała się aż nachalnie kontrowersyjna, jakby znalazła w tym swój sposób na autopromocję; natomiast wtedy, gdy wykonywałem to ćwiczenie, był to jeszcze czas, gdy jej image i jej kosmiczne kapelusze mi imponowały). Z drugiej zaś strony trudność sprawiało mi wejście w rolę, ponieważ obawiałem się właśnie jej oderwania od życia, jej ekstrawagancji i tego, jak to jest odbierane przez otoczenie. Miałem natomiast wewnętrzne poczucie, że ona akceptuje swoją „kosmiczność” i ekstrawagancję i że nie przykłada wagi do opinii nieprzychylnych jej osób na ten temat; takie poczucie pomogło mi we wcieleniu się w jej perspektywę. Gdy udało mi się zaakceptować moje wątpliwości, dałem sobie wewnętrznie przestrzeń, by móc poeksperymentować z nią i ostatecznie w jej rolę, poczułem się w ciele bardzo wolny. O ile świadomość, że jestem obserwowany i najprawdopodobniej też oceniany, ograniczała mnie wcześniej w ciele, o tyle zaakceptowanie mojej odrębności i kosmiczności jako Lady Gagi było bardzo uwalniające. Rada, którą sobie przekazałem z pozycji tej postaci, dotyczyła mojego podejścia do swojego ciała i wyglądu - jeżeli chcę, potrafię bardzo dobrze kreować swój wizerunek, dzięki czemu czuję się wewnętrznie uwolniony od przymusu dbania o swój image w momentach, gdy mi się najzwyczajniej nie chce o niego zadbać.

Analiza przypadku Lady Gagi z perspektywy procesu pierwotnego i wtórnego

Jak można było zaobserwować, w moim obszarze „ja” kryła się pewna sztywność i to nie tylko w ciele - sztywność przekonania, że należy się cały czas dobrze prezentować i nie można sobie nawet na chwilę odpuścić. Wejście w postać Lady Gagi pozwoliło mi zauważyć inne podejście do tego zagadnienia - elastyczność jako sposób dostosowania się do wymogów swoich (wewnętrznych) oraz otoczenia (zewnętrznych). Patrząc z perspektywy czasu, rzeczywiście ćwiczenie dało mi pewną ulgę, ponieważ pozwoliło mi zasymilować elastyczność w obszarze „ja”. Od tego czasu bardziej podążałem za potrzebą skupienia się na wyglądzie w jednych sytuacjach, a odpuszczenia sobie w innych, niż słuchałem swojego krytyka wewnętrznego karzącego mi zawsze dobrze wyglądać.

Myślę, że ważnym do odnotowania jest fakt, że obie postaci były przeciwnej płci niż osoby, które je „stworzyły”. Jest to zgodne z rozwijaniem swojej przeciwnej strony, często leżącej w obszarze „nie-ja” - kobiecej u mężczyzny i męskiej u kobiety. Co ciekawe, badania pokazują, że w wieku 35-40 lat mężczyźni stają się bardziej wrażliwi, zależni od otoczenia, bierni, natomiast kobiety rozwijają się w kierunku asertywności, przedsiębiorczości, dominacji, a oddalają się od swojej wrażliwości. Te wyniki badań wskazują na tendencję akceptacji i rozwoju swojego obszaru „nie-ja” stereotypowo i kulturowo przypisanego drugiej płci (wrażliwość, zależność i bierność jest bowiem domeną żeńską, natomiast przedsiębiorczość i dominacja - domeną męską).

O amplifikacji słów kilka

Pora przejść do opisu metody amplifikacji, o którym wspominałem już w poprzednim artykule. Jak pisze Arnold Mindell, twórca psychologii zorientowanej na proces, polega on na „wzmocnieniu sygnału w celu doprowadzenia do świadomości po to, aby mógł się rozwinąć w cały proces, którego jest fragmentem” („Praca ze śniącym ciałem”). Amplifikacja była więc wykorzystana chociażby w wyżej opisanych ćwiczeniach wchodzenia w rolę - poprzez wzmocnienie pojawiającej się postaci, poczucia jej w ciele, wejście w jej fizyczność - ruch, gestykulację, chód, postawę, a nawet ton głosu i sposób mówienia. Ma ona na celu dojście do głębszych poziomów, często kryjących obszary „nie-ja”. Jest też mocno związana z podstawową zasadą psychologii procesu szukania punktu docelowego a nie źródła, pozwala bowiem właśnie na dotarcie do tego punktu docelowego. W opisanych ćwiczeniach amplifikowane były role Obamy oraz Lady Gagi, by dojść do właściwego procesu, którym było uwolnienie się od przekonania, że przywódcą trzeba się urodzić oraz że należy się zawsze dobrze prezentować i nabycie nowego przekonania, że do przywództwa można dojść również pracą nad sobą oraz że elastyczność w podejściu do swojego ciała i wizerunku może być lepszą strategią niż sztywność. Amplifikować można również poczucia wewnętrzne, o czym chciałbym szerzej napisać w następnym artykule, powołując się również na moją pracę rozwojową z uczestnikiem czującym lęk związany z byciem w nowej grupie.

Paweł Tempczyk

Ocena:
Ocena: 0/6
Dolacz do nas

Mój panel

Dodaj nowy moduł
Treco | logo

Zaloguj się lub zarejestruj

Masz już konto? Zaloguj się do portalu za pomocą formularza.
Jesteś nowym użytkownikiem? Zarejestruj się w jednym prostym kroku.

Innowacyjna gospodarka

Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą Przyszłość.

Projekt współfinansowany z funduszy Unii Europejskiej
Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka Działanie 8.1:
Wspieranie działalności gospodarczej w dziedzinie gospodarki elektronicznej

realizacja: Netizens Peppermint