O wężowej wdzięczności

0
67
O wężowej wdzięczności

W dawnych czasach w pewnej podgórskiej okolicy żył pewien biedny chłop, zwany Bartusiem. Mieszkał sam w niewielkiej lepiance, nie miał żadnych zabudowań gospodarczych ani niemal żadnego inwentarza.

Kaczka – przyjaciółka

Jedynym jego dobytkiem była kaczka, która chodziła za nim wszędzie i wesoło kwakała. Chłop bardzo o nią dbał, zbierał świeżą trawę, zanosił do strumyka, aby sobie popływała w krystalicznie czystej wodzie. W trosce o swoją jedyną towarzyszkę niedoli, wybrał się kiedyś na poszukiwanie lebiody i zielonej rzęsy, która porastała niewielki staw w odległej dolinie. pogwizdując, szedł właśnie drogą z przetakiem w ręku, aby łatwiej nabrać rzęsy, gdy nagle przystanął zaskoczony. Zdawało mu się, że ktoś mu w tym gwizdaniu wtóruje. Nie było to jednak echo, ale coś niewidocznego, schowanego w pobliżu. Postał chwilę, a że nikogo nie zobaczył chciał iść dalej, gdy jakiś głos poprosił go o pomoc. W końcu zajrzał pod pobliski krzak jałowca i ujrzał tam leżącego węża. Na jego głowie lśniła korona z kropel rosy, a Bartuś poznał w nim samego wężowego króla. Gad wyraził prośbę, aby włożył go do swojego przetaka i zaniósł trochę pod górę, a on wynagrodzi mu jego wysiłek. Bartuś przystał na prośbę, dodając, że zrobi to chętnie i nie oczekuje żadnej nagrody. Zaniósł węża na wskazane przez niego miejsce, a ten, nie chcąc być dłużnym, okazał swoją królewską wdzięczność. Polecił chłopu, aby nachylił się nad nim, po czym syknął mu w ucho w taki sposób, że Bartuś poczuł, jakby ciepły wiatr przeleciał mu przez głowę. Następnie wąż poinstruował go, przekazał mu czarodziejską moc i w razie potrzeby, samym zaświstaniem może sprowadzić burzę lub pioruny, zdolne poruszyć skały. Na koniec polecił mu zejść w dolinę, gdzie spotkać miał orszak królewski i samego króla. Powrócił zatem Bartuś do doliny i zbierał właśnie wodną rzęsę, gdy wtem usłyszał rżenie koni. Na czele orszaku jechał sam król, który zapytał chłopa, gdzie mógłby przenocować, bo jest już bardzo zmęczony podróżą. Ponieważ w okolicy nie było żadnego zajazdu ani dworu, Bartuś zaprosił króla i jego rycerzy w swoje skromne progi. Gdy dojechali do Bartusiowej chatki, król, schodząc z konia, zauważył kaczkę, która wyszła na spotkanie swego właściciela. Głodny król nakazał upiec ją na ogniu, ale chłop stanął w jej obronie i błagał go, aby tego nie czynił. Mówił, że odchował ją od maleńkości, a w zamian za jej życie może dać chleb, mleko i trochę kaszy.

Królewska wola

Dumny władca nie dał się jednak przebłagać, uważając, że królewska wola nie może być podważana. Wtedy Bartuś przypomniał sobie słowa wężowego króla, zebrał dużo powietrza do płuc i głośno świsnął. Wtem zerwała się ogromna wichura, która podniosła srogiego króla do góry, a jego orszak miotała jak zabawki ponad domem i drzewami. W końcu rzuciła go na dach jak wiązkę siana, a on złapał się kurczowo poszycia i wzywał żałośnie pomocy. Nikt jednak nie przyszedł mu z odsieczą, gdyż wszyscy byli w podobnych tarapatach. Bartuś zaśmiał się głośno i zawołał, że jeśli tylko odechce mu się jego kaczki, to zatrzyma oszalały żywioł. Przerażony król jęknął tylko, że już żadnej kaczej pieczeni nie chce wiedzieć na oczy, a chłop gwizdnął i wichura ustała. Gdy jednak wąsaty władca zsunął się bezpiecznie na ziemię, nakazał służbie związać Bartusia, a jego kaczkę szykować na obiad. Wiarołomstwo jednak nie popłaciło, gdyż w odwecie chłop znów przeciągle zagwizdał, a wokół zaczęły bić diabelskie pioruny. Król i jego rycerze otoczeni ścianą błyskawic nie wiedzieli, gdzie mają się schronić, przez co znów zaczął błagać Bartusia o litość. I tym razem prosty chłop dał się uprosić, ale uparty i pyszny król po raz kolejny nie docenił jego wielkoduszności. Tym razem zdrada rozgniewała Bartusia na dobre, gwizdnął po raz trzeci, a na ziemię spadł deszcz tak straszny, że zdawało się, iż to całe morze zlatuje z nieba. Król wraz z obstawą mało się nie potopili, gdyż woda sięgała im szyi. I tym razem zaczął błagać o łaskę, ale Bartuś nie dał się już nabrać. Dopiero gdy dworzanie i rycerze zaczęli prosić, aby nie potopił ich za królewskie przewiny, zatrzymał potop. Po chwili cała woda wsiąkła w ziemię, a na niebie ukazało się słońce. Dworzanie pojmali nierozważnego władcę, a jego berło i koronę oddali Bartusiowi. Zaproponowali mu, aby został ich królem, bo jest lepszy i potężniejszy. Niewiele myśląc, Bartuś wskoczył na królewskiego wierzchowca, ale przedtem zabrał na ręce swoją kaczuszkę. Nie mógł przecież zostawić swojej ukochanej towarzyszki, a na znak przywiązania, pocałował ją w żółty dziobek. Nagle, zamiast kaczki pojawiła się piękna królewna, która była do tej pory zaklęta. I tak Bartuś wraz z księżniczką udali się na zamek, a zły król zamieszkał w jego starej chacie i został drwalem.

Czego uczy bajka?

Bajka uczy, że w każdej sytuacji trzeba wiedzieć, jak należy się odpowiednio zachować. Bartuś dzięki bezinteresownej pomocy, którą ofiarował królowi wężów, uzyskał moce, dzięki którym mógł nie tylko obronić swoją ulubioną kaczkę, ale także zrobić odpowiednio silne wrażenie. Zmuszony przez okoliczności wykorzystał dar, który w obecności „właściwych ludzi”, przyniósł bardzo interesujący skutek. Gdyby sprowadzał jednym gwizdnięciem burzę i pioruny na wiejskim targu, pozostałby kuglarzem, magikiem albo niebezpiecznym czarownikiem. Tymczasem, stosując swoje moce wobec koronowanej głowy i podważając jego decyzje, sam został obrany królem jako „lepszy i potężniejszy”. Sytuacja przedstawia się analogicznie w czasie wystąpień publicznych. Mówca powinien pamiętać, aby „najcięższe argumenty” wytaczać w odpowiedniej chwili, aby wywołać tym samym pożądane reakcje. Warto także nie okazywać zacietrzewienia, ale umiejętnie sterować opiniami  i emocjami zgromadzonych osób, poprzez wyrażanie współczucia, uznania dla oponenta czy też przychylanie się do jego próśb i wniosków. Bartuś za każdym razem dawał królowi szansę na otrząśnięcie się i zrozumienie błędów w swoim postępowaniu, on jednak nie potrafił zrozumieć, że jego pozycja przetargowa zależna jest od odrobiny pokory i wycofania się, póki było to możliwe. Przez długi czas, niemal niemymi świadkami całego zajścia, była służba i rycerze, którzy w końcu, w trosce o własne życie, zmienili swoją orientację i lojalność. Każde wystąpienie publiczne powinno zawierać pewną dawkę pokory, zarówno wobec oponenta w rozmowie, jak i wobec publiczności. 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here